Mapa Barbary Sadurskiej jest wspaniale nieoczywista. Nie do końca jest powieścią, nie jest też zbiorem opowiadań. Najbardziej pasowałoby tu miano literackich puzzli. Siedem opowiadań-rozdziałów to teksty, które mogą funkcjonować osobno, ale połączone tworzą hipnotyzującą mozaikę. Przyciągają się i odpychają, wypełniają i ograniczają. Wiele też zależy od tego, co czytelnik uzna w danym momencie za najistotniejsze i jaki obraz wytworzy wtedy jego wyobraźnia – poruszona przez słowa Mapy.
Mapa to historie jak ze snu. Ale daleko tu do błogości i życia usłanego różami. To historie, w których na pierwszy plan wysuwają się przemoc, brutalność i instynkty. Wszystko zostało spięte przez jeden motyw, tytułową mapę. Mapa jest uniwersalna, pokolenia się zmieniają, a ona jest jedynym pewnikiem w całej książce. To ona prowadzi czytelnika.
Sadurskiej udało się wcielić w rolę literackiego kartografa – zmienienia treść, ucina, dostosowuje skalę i zasięg, obserwuje warunki. Eksperymentuje. A to wszystko dosłownie na naszych oczach.
Najlepsze jest to, że mając jedynie fragmenty, brnie się w to dalej. Zręczność autorki sprawia, że w tych fragmentach nie ma zbędnych opiłków. Wszystkie poruszają wyobraźnię. Właśnie dlatego rozsypane puzzle mogą być lepsze niż jeden obraz. Mapa zawiera przecież różne drogi.
Barbara Sadurska, Mapa