Lata trzydzieste XX wieku. Brazylia. A w tej Brazylii niby zwyczajny chłopiec, który ma niewyczerpany zasób pomysłów na psoty. Tak dokazuje, że codziennie – a nawet kilka razy dziennie – dostaje manto. I choć dorośli widzą jego wybryki, to mają zazwyczaj klapki na oczach, jeśli chodzi o całą resztę poczynań, a przede wszystkim uczuć małego Zezé. Przynajmniej tak to wygląda z perspektywy pięciolatka.
Ten, kto jednak się na niego otworzy, dostrzega jego niezwykłość. Dość powiedzieć, że Zezé w wieku pięciu lat umie już czytać, w dodatku nie musi się tego uczyć, a jego pierwszym przyjacielem staje się drzewko pomarańczowe, które z nim rozmawia.
Niezwykłości jest dużo więcej, jeśli czytelnik zechce się wsłuchać w to, co mówi mały bohater. A największą niezwykłością jest jego życie wewnętrzne, jego spostrzegawczość i… dojrzałość. Nikt się nie dziwi, kiedy Zezé dodaje sobie jeden rok.
Niemożliwe, by był taki mądry? To sposób życia uczynił z niego takiego bystrzaka. I bynajmniej nie jest to łatwe życie. Codziennie zmaga się z biedą, widzi, jak jego rodzice starają się o lepsze jutro, ale ich wysiłki przez długi czas nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Moje drzewko pomarańczowe subtelnie przedstawia też więc panoramę społeczeństwa, które nie jest w najlepszej kondycji. Bieda jest poważnym problemem, ale okazuje się, że ludzie są w stanie znieść wiele, jeśli tylko otrzymają wsparcie i życzliwość innych.
Moje drzewko pomarańczowe to książka napisana z inteligencją i wyjątkowym poczuciem wrażliwości. I z pewnością ponadprzeciętna.
José Mauro de Vasconcelos, Moje drzewko pomarańczowe