Didier Eribon mówi o sobie, że był naznaczony dwoma społecznymi werdyktami: klasowym i seksualnym. I o ile stosunkowo szybko uporał się ze wstydem seksualnym, a nawet zaczął o nim pisać, o tyle wstyd społeczny przez bardzo długi pozostawiał pod zasłoną milczenia czy raczej nieświadomości. Powrót do Reims jest próbą przełamania tej ciszy, namysłem nad czynnikami, które nas kształtują i od których nie da się uciec.

Znaczną część swoich rozważań Eribon poświęca rodzinie. Opowiada o swoich kontaktach z krewnymi, pokazując, jak bardzo się od nich różnił i jak te różnice doprowadziły w końcu do zerwania kontaktów ze środowiskiem, w którym się wychował. Dopiero po wielu latach odważa się na ponowne wejście do tego świata, na rozmowy i przywoływanie wspomnień, które pozwalają mu zrozumieć, co nim kierowało, kiedy postanowił zacząć nowe życie w innej rzeczywistości. Dzięki spojrzeniu na siebie i swoje relacje z perspektywy czasu francuski filozof jest w stanie zobaczyć dwie strony medalu – to znaczy nie tylko mówić o tym, co go irytowało w jego najbliższych, ale także pokazać, że to, co w nich nienawidził, było uwarunkowane przez przynależność do klasy robotniczej i schematy przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Eribon niczego nie zamiata pod dywan, obnaża siebie, ale w sposób inteligentny, umiejętnie równoważy swój głos oraz racje, do których mu daleko. Wyciąga ciekawe wnioski, i nawet jeśli czytelnik będzie stał po innej stronie barykady, to na pewno nie będzie mógł zarzucić pisarzowi braku dojrzałości i spójności przekonań. Jednak najbardziej wartościowe jest to, że Eribon, mimo widocznego ugruntowania swojego światopoglądu, pozostaje otwarty na nowe wnioski, które niewątpliwie pojawiły się w trakcie pracy nad książką.

I jeszcze jedno. Niech nie zmyli was wywód o różnych tożsamościach społecznych, napięciu, jakie im towarzyszy oraz o konieczności wyboru. Powrót do Reims to nie tylko dysputa dla kręgów akademickich. Tekst Eribona jest prowadzony konsekwentnie, pisarz posługuje się przejrzystym językiem i trafi w niejeden – nawet najbardziej wymagający – gust.

Powrót do Reims rekomenduję każdemu. Nawet jeśli niektóre wnioski są oczywiste, to warto sobie o nich przypomnieć. Bowiem o niektórych rzeczach warto rozmyślać i rozmawiać wciąż na nowo. W końcu jesteśmy w ciągłym procesie:

Nasza przeszłość wciąż jest naszą teraźniejszością. Kształtujemy się na nowo, od nowa tworzymy samych siebie (podejmując to zadanie nieustannie), ale nie kształtujemy się, nie tworzymy od zera.

Didier Eribon, Powrót do Reims

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *