Zgaduję, że nie raz zdarzyło ci się przez chwilę przyglądać przypadkowo napotkanej osobie. Zgaduję, że nie raz zdarzyło ci się snuć domysły na temat przypadkowej osoby. A może wywołało to szereg twoich wspomnień?

Właśnie taką sytuację opisuje narratorka Naszego życia autorstwa Marie-Hélène Lafon. Narratorka i zarazem główna bohaterka, Jeanne, bacznie obserwuje inną kobietę, Gordanę. Gordana jest kasjerką, która – wydawałoby się – nie ma z Jeanne nic wspólnego. W miarę jednak jak Jeanne tworzy alternatywną wersję życia Gordany, kawałek po kawałeczku odkrywa też swoje życie, a nawet więcej – życie swojej rodziny. Nitki narracji nieustannie się przeplatają, raz portretując Jeannę, a raz opowiadając o Gordanie i trzeba się trochę mieć na baczności, żeby nie pomieszać wątków. Co więcej, słowa Lafon brzmią jak echo, wracają do czytelnika, żeby uświadomić mu, że to przecież też i o jego życiu. Bo niby dlaczego tytuł brzmi Nasze życie, a nie np. Jej życie, albo Ich życie.

Co mnie najbardziej urzeka w tej książce? Czułość, z jaką Lafon podchodzi do codzienności. Umie opowiadać o niej tak, że czytelnik wierzy narratorce, nawet jeśli gdzieś tam „z tyłu głowy” wie, że przecież Jeanne mogła zmyślić swoją historię, tak jak nazmyślała o Gordanie. A jednak nie czuć kłamstwa. Bo to, przypomnę, opowieść o nas wszystkich.

Lafon bawi się narracją Naszego życia trochę tak, jak można się bawić plasteliną. W efekcie książka jest przyjemna. I, nawet jeśli takie określenie może być czasem ironicznym zarzutem, to w tym przypadku tak nie jest. Bo Lafon jest strasznie bystrą obserwatorką. Niejedna i niejeden mógłby się od niej wiele uczyć.

Marie-Hélène Lafon, Nasze życie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *