Pisanie o książce Afonso Cruza wywołuje wyrzuty sumienia, bo jego słowa są tak magiczne, że najwłaściwiej może je podsumować tylko cisza oddająca uznanie. Nie da się opowiedzieć w pełni o tekście, który igra z wszelakimi konwencjami i który mówi, że słowa są tak nieme, tak bezwarunkowo uwięzione – a czytelnik odczuwa cały ciężar a zarazem lekkość tego sformułowania i zatopiony w lekturze jedynie co może zrobić, to się bezwarunkowo z tym zgodzić.
Dokąd odchodzą parasolki jest powieścią o mieszkańcach pewnego (nie)zwykłego domu Fazala Elahiego i ich codziennym życiu. Jest tam m.in. o Aminie, która chciała wyjść za mąż, ale miała trochę krzywe zęby; o niemym Badinimie, którego ręce przemawiały poezją; czy wreszcie o Fazalu Elahim, który lubił być jak ściany. Wydaje się banalne? Nic bardziej mylnego, ta książka wymyka się wszelkim regułom banalności, o których jesteśmy w stanie pomyśleć.
Jest to z jednej strony rzeczywistość daleka naszej, bo przesiąknięta Orientem, kulturą islamu z domieszką hinduizmu. Z drugiej strony pokazuje, że ludzie na całym świecie są tak naprawdę tacy sami, łamią reguły, które sobie sami wyznaczają i często kierują się swoimi uczuciami. W książce znajduje się mnóstwo mądrości życiowych, które odpowiednio zinterpretowane mogą okazać się hasłem niemalże każdej religii. A więc nie przesadzę pisząc, że Cruz stworzył coś na wzór dzieła totalnego. Jednocześnie udało mu się uciec od patosu, bo nawet jeśli uderza we wzniosłe struny, to brzydzi się przesadną egzaltacją.
Efekt ten osiąga dzięki niezwykłej poetyckiej formie. Choć może poetyckość też jest niewłaściwym określeniem, ale na pewno najlepiej oddającym charakter tego tekstu, biorąc pod uwagę, że wiersz ścina wszystko, nawet czas i że najlepsze wiersze powstają z najbardziej intensywnej niewymowności.
Cruz wzorując się na swoich bohaterach, którzy są zdolni przepleść splot życia w splot dywanu, przeplata złożoność człowieka w piękną opowieść. I chyba ucieszyłby się ze stwierdzenia, które sam ukuł – a mianowicie, że mówi takie słowa, że można by je wieszać na ścianach. Serio – można.
Więcej konkretów? Proszę bardzo:
Kręcimy się wszyscy na orbicie nas samych w poszukiwaniu drzwi, które nas zabiorą do środka naszej duszy. Próbujemy wejść do środka siebie, ale to świat, który jest nam zabroniony.
I chcę jeszcze raz podkreślić, że ta historia ma kilka wymiarów, jak słodko-gorzki smak:
Dobro i zło są węzłem nie do rozwiązania i rodzą się jedno z drugiego. Chodzą przytulone i splatają się, nie wiemy, czy to nogi tego, czy tamtego, tak wielka jest miłość, z jaką się przytulają.
Afonso Cruz, Dokąd odchodzą parasolki